NUMER 1

WIOSNA - LATO 2001


Ogień jest żywiołem, który człowiek potrafi wykorzystywać od tysiącleci. Człowiekowi zawsze wydawało się, że skoro potrafi go wzniecić, to potrafi też nad nim zapanować. Nic bardziej mylnego. Ogień zawsze pozostaje żywiołem - w okamgnieniu zamienia wszystko w  popiół.

W dawnych czasach, aby rozpalić ognisko wykorzystywano prymitywne metody. Poprzez tarcie kawałków drewna - twardego o bardziej miękki - uzyskiwano wysoką temperaturę. Następnie, przykładając do rozgrzanego kawałka drewna nasmoloną szmatkę, drobinę prochu, odpowiednio przygotowaną  hubkę czy dobrze wysuszoną, "tłustą" sosnową łuczynę, wzniecano ogień. Później wynaleziono krzesiwo - kawałek żelaza, którym, uderzając o krzemień, krzesano snopy iskier. I podobnie jak przy tarciu dwóch kawałków drewna, iskry padały na łatwopalne podłoże, które zajmowało się ogniem. Do rozpalania ognia, a także do oświetlania skromnych chłopskich izb służyła smolna łuczyna. Wyłupywano ją z pnia starej sosny. Nie była to jednak pierwsza lepsza sosna, ale wcześniej upatrzona i specjalnie przygotowana. Przy jej pniu rozpalano małe ognisko i pilnowano, aby nie spłonęło całe drzewo. W miejscu opalonym przez ogień powstawała rana, którą sosna starała się zaleczyć zalewając ją żywicą. Zwykle już przy następnej wizycie w lesie można z niej było wyłupywać ("szczypać") smolne drzazgi czyli kawałki drzewa nasiąknięte żywicą. Do takiej opalonej sosny wracano wielokrotnie, po kolejne kawałki łuczyny. Zdarzało się, że na jednym drzewie zakładano dwa "wyżary", które znajdowały się obok siebie lub po przeciwnych stronach jego pnia. Po wielu latach takiej eksploatacji drzewa jego pień przy nasadzie był bardzo mocno podcięty lub nawet wycięty na wylot. Taki sposób pozyskiwania łuczyny był szeroko rozpowszechniony przez wiele lat i trudno się temu dziwić - zapałki były wówczas bardzo drogie. Często był on jednak przyczyną zamierania drzew i dlatego ponad sto lat temu zakazano robienia "wyżarów" i "szczypania" łuczyny. W Puszczy do dziś, można jednak znaleźć sosny z dawnymi "wyżarami’’. Pomimo tego, że w przeszłości zadano im ciężkie rany żyją i mają się dobrze nawet przez wiele lat. Rany na pniu zabliźniają się i tylko uważny obserwator wypatrzyć może zwęglone fragmenty i ślady po toporze. Także dzisiaj, kiedy chcemy rozpalić ogień w piecu czy w kuchni chętnie sięgamy po łuczynę. Wycina się ją jednak z karpiny - silnie przeżywiczonej części pnia, która pozostaje po ściętej sośnie.

AK

 

   

* Puszczyk z Puszczy Białowieskiej

PUSZCZYKOWE

WIEŚCI

* Niezwykła Puszcza

 

* Z wizytą w Białowieskim Parku Narodowym

 

* Łuczyna

   

ABC

OBSERWATORA

PRZYRODY

   

* Puszczyk

* Z przyrodą na Ty

   

LEGENDY,

GAWĘDY,

WIERSZE

   

Z GŁOWY MĄDREJ SOWY

 

 

RUSZ GŁOWĄ

 

PUSZCZYKOWA GALERIA

   

Napisz do "Puszczyka"

   
 

Adres redakcji:

Białowieski Park Narodowy

Ośrodek Edukacji Przyrodniczej

17-230 Białowieża

Park Pałacowy 5

z dopiskiem "PUSZCZYK"

tel. (0 prefix 85) 68 12 756


Powrót do strony

Białowieskiego

Parku Narodowego

 

Witryna przygotowana ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej


Białowieski  Park  Narodowy