NUMER 12

jesień - zima 2005


Kto z Was nie zna bajki o Czerwonym Kapturku lub baśni o Brzydkim Kaczątku? Znacie je wszyscy. A czy znacie może jakąś bajkę lub baśń, która rozegrała się u nas– w naszej Puszczy Białowieskiej? Czy słyszałeś od Babci czy Dziadka opowieści o przedziwnych zdarzeniach, które przed wielu laty miały miejsce we wsiach i lasach Puszczy Białowieskiej, o zwierzętach i cudownych leczniczych roślinach, które spotykano w puszczańskich ostępach, o grasujących w nich zbójach, o tym jak niegdyś w zgodzie żyli ludzie i zwierzęta? Najciekawsze z tych legend spisał w książce ,,Białowieskie opowieści’’ nauczyciel, historyk i dziennikarz – Mikołaj Hajduk, który tak mówił o nich: ,,Zawsze gdy odwiedzam sędziwą Puszczę Białowieską, staram się wsłuchiwać w jej odwieczny poszum. Odnoszę wówczas wrażenie, że w tym nieustannym szmerze słyszę jakąś niekończącą się opowieść w potoczystej, a nie dającej się zrozumieć mowie…

Długo gubiłem się w domysłach, ale w żaden sposób nie mogłem zrozumieć tej dziwnej gawędy. Jej tajemna treść nie dawała mi spokoju. Udałem się więc do mieszkańców owych miasteczek, siół i chutorów, które wokół Puszczy się rozsiadły. Nagabywałem ludzi starych, chętnych do pogwarek i wspominków, wypytywałem o sedno owego dziwnego poszumu. Moi rozmówcy, szczególnie mój Ojciec chętnie opowiadali historie o czasach dawnych, niezwykłych, bajecznych…

Wydaje mi się, że ludowe baśnie, legendy, podania, powiastki są magicznymi kluczykami do tajemnej przeszłości. Jeśli weźmiemy do ręki kluczyk o nazwie „baśń”, usłyszymy o niezwykłych przygodach drwala Moki albo o tym, kto wyleczył okaleczonego niedźwiedzia. Dotkniemy kluczyka „legenda” i dowiemy się o niezwykłych zdarzeniach koło Kurhanu nad rzeką Narwią lub o smoku ze złotą koroną na głowie. Chwycimy za kluczyk zwany „podaniem” i poznamy, dlaczego oniemiał dzwon, czy bryła złota obróciła się w zwykły kamień. Gdy położymy na dłoni kluczyk „powiastka” posłuchamy wówczas o leniach i zbójach, co usiłowali pożywić się groszem gromadzkim, albo o tym Duchu Puszczy, który z wesołków zakpił.

Po latach wędrówek zgromadziłem garść tych gawęd. Niektóre z nich powstały w osadach i wsiach wokół Białowieży… Żyją (one) w pamięci ludzi, przekazywane są z ust do ust, z pokolenia na pokolenie...

Chcielibyśmy, aby puszczańskie legendy, gawędy i baśnie nie popadły w zapomnienie, dlatego prezentujemy je w naszej gazetce. Zachęcamy Was także do rozmów na ich temat z Waszymi Babciami i Dziadkami, którzy z pewnością chowają jeszcze w pamięci wiele niezwykłych historii, które wydarzyły się dawno temu w Puszczy. Jeśli usłyszycie choć jedną z nich, koniecznie spiszcie ją i weźcie udział w naszym konkursie pt. „Niezwykłe historie, miejsca i ludzie Puszczy Białowieskiej i okolic”.

AG

Powiadają, że kiedyś na progach domostw w leśnych osadach podlaskich często widywano zaskrońce. Zwinięte pojedynczo lub po kilka w lśniące pierścienie wygrzewały się w słońcu i nie zwracały uwagi na krzątających się ludzi. W owych czasach uważano, iż te niejadowite i poczciwe węże sprzyjają domowi i jego mieszkańcom. Darzono je szacunkiem i pieszczotliwie nazywano domownikami. Wszyscy bowiem byli pomni zdarzenia, które przekazywano z ust do ust i z pokolenia na pokolenie.

W pewnym obejściu gnieździł się taki wąż. Gospodarz go nie krzywdził, gospodyni po udoju nie omieszkała wlać mu do skorupy ciepłego mleka, a dziatwa chętnie się z nim bawiła.

Dzieci znalazły w starej przyźbie koło chaty zagrzebane w zeszłoroczne paździerze i listowie dziwne jajka. Potoczyły je po zimnej rosie i ostrych kamykach. Na ten widok zadrżało z bólu zaskrońcowi serce, bo to on złożył jajka, aby z nich młode się wylęgły. Rzucił się więc między dzieci, wił się koło ich rąk usiłując zapobiec nieszczęściu. Przy tym błagalnie syczał:

– Nie krzywdźcie mych dzieci! To żywe stworzenie! Nie okaleczcie…

Ale dzieci nie rozumiały wężowej mowy. Aby nie zawadzał im w zabawie jedno z nich chwyciło rózgę i przegnało go poza obejście.

Popełzł więc domownik w rozpaczy precz do Puszczy. Pełznie i łka nad swym nieszczęściem. Usłyszała lament zła jadowita żmija. Wypełzła ze swej kryjówki pod spróchniałym wykrotem i zapytała:

Dlaczego płaczesz?

Zaskroniec opowiedział jej o wszystkim i jeszcze donośniej zalamentował nad swym nieszczęściem.

Żmija złośliwie się uśmiechnęła i rzekła:

– Nie rozpaczaj. Zaraz za twą krzywdę im się odwdzięczę.

Zaskroniec nim się obejrzał jak żmija – szmyg! – na podwórko i do sieni, a z niej do komory. Tam akurat mleko w dzbankach dla oddzielenia śmietany postawiono. Podpełzła więc do pierwszego dzbanka, uniosła łeb, rozdziawiła paszczę i opuściła do środka kilka kropel zabójczego jadu. A potem zatruła wszystkie inne.

Wracając do swego legowiska napotkała zmarkotniałego zaskrońca.

– No głowa do góry! – syknęła. – Jesteś z nimi kwita.

Z zadowoleniem opowiedziała o tym, co zrobiła w komorze. Oniemiały z przerażenia domownik nie zdołał wykrztusić ani słowa.

W tym czasie w chacie krzątała się gospodyni i zauważyła podstęp żmii. Zamknęła więc mocno komorę i poszła powiedzieć mężowi o tym, co zobaczyła.

Gospodyni na podwórko, a tu gospodarz z wołami z nocnego wypasu wraca. Zobaczył czym się dzieci bawią i z miejsca nakazał:

– Zbierzcie ostrożnie i złóżcie wszystkie te jajeczka tam, skąd je wzięliście.

Dziatwa posłusznie zebrała niezwykłe zabawki i zaniosła na przyzbę.

– A teraz zagrzebcie je w ściółce. – Rozkazał ojciec i objaśnił:

– Te jajka złożył nasz domownik. Zakopał je w butwiejące liście i paździerze, bo tam ciepło. Za kilka dni z każdego jajka wylęgnie się maleńki zaskroniec.

Gdy domownik ocknął się z odrętwienia, co sił pomknął na podwórko, a stamtąd do komory. Zastał mocno zatrzaśnięte drzwi, więc odszukał mysią norkę, przecisnął się do wnętrza i dzbany zaczął wywracać. Kiedy już się zbliżał do ostatniego, drzwi nagle się otworzyły i na progu zjawili się gospodarze z dziećmi. Zajęty zmaganiem z wielkim dzbanem domownik nawet ich nie zauważył, a tym bardziej nie spostrzegł, z jaką wdzięcznością patrzyła nań cała uratowana od niechybnej śmierci rodzina.

MH

   

* Zima za pasem

PUSZCZYKOWE

WIEŚCI

* Sianokosy na Hwoźnej

* W labiryncie koryt rzecznych

   

ABC

OBSERWATORA

PRZYRODY

   

* Tajemnice świerka pospolitego

* Bezkręgowce też potrzebują
    martwych drzew

* O wędrówkach roślin

* Zimowi goście

   

Z KUFERKA

BABUNI

   

* Najważniejszy mieszkaniec
    domu

   

LEGENDY,

GAWĘDY,

WIERSZE

   

* Wężowa wdzięczność

   

* OGŁASZAMY KONKURS!!!

   

* Rozstrzygnięcie wakacyjnego
    konkursu

* Kącik literacki

   

RUSZ GŁOWĄ

   

Z GŁOWY MĄDREJ SOWY

   

PUSZCZYKOWA GALERIA

   

Napisz do "Puszczyka"


K s i ę g a   G o ś c i

   

zobacz księgę gości

dopisz się do księgi

Zapraszamy
do wpisywania się
do "Księgi gości"

 

Adres redakcji:

Białowieski Park Narodowy

17-230 Białowieża

Park Pałacowy 11

z dopiskiem "PUSZCZYK"

tel. 0-85 682-9717

http://www.bpn.com.pl/puszczyk.htm


Powrót do strony

Białowieskiego

Parku Narodowego

   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   

 

 


©  Białowieski  Park  Narodowy