NUMER 6

LATO 2003


Współczesny Philips z regulacją pary, dziesięcioma programami i innymi pokrętłami duszy nie ma. Sprawdzałam: to tylko plastik i trochę metalu. To dawniejsze żelazko, to dopiero było cudo! Prądu do prasowania nie potrzebowało. Wystarczyła jedynie siła, z jaką ręka ludzka przyciskała ten ciężki, żeliwny przedmiot do materiału. Najciekawsze było to, że takie prasowanie to był test na inteligencję: podczas pracy trzeba było myśleć nad tym, co i jak się robi. Najstarsze żelazka napełniane były żarem z węgli drzewnych, miały nawet mały kominek, którym wydostawał się dym. Obsługa była dość niebezpieczna. Aby utrzymać wysoką temperaturę trzeba było od czasu do czasu rozdmuchiwać żar. Skaczące iskry mogły popalić prasowany materiał, a nawet wzniecić pożar. Komfortowym rozwiązaniem było wynalezienie duszy: takie żelazko mogło mieć ich nawet kilka – wymiennych. Dusza również była odlewana z żelaza, wypełniała całe wnętrze żelazka. Rozgrzewało się ją w domowym palenisku, a jak wystygła w czasie prasowania to zamieniano ją na gorącą. Sadze, węgle i iskry już nie brudziły i nie niszczyły tkaniny.

Tak więc, przekazując z pokolenia na pokolenie informacje o tym, jak należy takiego narzędzia używać, ludzie przekazywali sobie jednocześnie ogólną wiedzę o świecie. Nic by im nie dało „wykucie” na pamięć instrukcji obsługi żelazka, jeżeli nie mieliby wiedzy o właściwościach tkanin, które owym żelazkiem mieli wygładzać. A były to tkaniny wyłącznie naturalne; najpierw len, nieco później żelazko zaczęło nadawać kształty (plisy, falbanki, zakładki) także ubiorom wełnianym. W naszej ludowej tradycji jedwab występował bardzo rzadko, a już zupełnie obca była, tak powszechna dziś bawełna.

Wszystko, co stare ma duszę, nie tylko żelazko, bo ono samo nie jest nawet najlepszym przykładem piękna, które może być zaklęte w starym przedmiocie. Ze względu na swój bardzo młody wiek (raptem około 200 lat) żelazko nie doczekało się żadnego przysłowia, porzekadła, czy choćby fraszki w historii kultury. Inaczej wygląda sprawa ze starszym o kilkaset lat maglem, który używano jeszcze równolegle z żelazkiem w latach 30-tych XX wieku. Chyba nie jest Wam obce wyrażenie o maglowaniu nie tyle czegoś, co kogoś..?

 

 

Oba narzędzia: magiel i żelazko służyły do dbania o schludność ubioru. Bowiem pokazywanie się w niewygładzonej, czy brudnej odzieży poza domem uważane było za brak wychowania.

Dla ludności mieszkającej na wschód od rzeki Bug, a więc i na naszym Podlasiu, jedynym sposobem otrzymywania tkanin było ich własnoręczne wykonanie poprzez tkanie na krosnach. Inaczej na zachodzie Polski. Tam już 300 lat temu istniał zwyczaj kupowania gotowych materiałów od wędrownych kupców. Być może dlatego nasze żelazka i maglownice nie przyjaźniły się z delikatnymi jak mgiełka haftami, obce były im jedwabne chusty. Ale my na Podlasiu też mamy swoje artystyczne, regionalne, czyli występujące tylko u nas tkaniny. Są to dwuosnowowe dywany (wełniane) i półdywany (lniane). Rozpowszechniony był też haft tkacki wykonywany na krosnach, a nie ręcznie, nazywany „peretykami-pereborami”. Dla obszaru Puszczy dominującym rodzajem dekoracji tkanin była duża krata w kolorach biało-brązowych.

Wszystkie stare przedmioty są piękne, bo to, jak wyglądają i jak działają, jest efektem doświadczeń (prób udanych, ale i błędów) wielu pokoleń ludzi, którzy wymyślanie i udoskonalenie tego opłacili ciężką pracą, nerwami, czasem i łzami. Za „dobry” uważano dopiero ten przedmiot, który został sprawdzony przez kilku kolejnych właścicieli; taki, który dobrze „leżał” w ręku. Im więcej śladów wyrobienia, zużycia nosił, tym był lepszy, bo widać było, że jego działanie sprawdziło kilka pokoleń.
Tak długo jak istnieją przedmioty my pamiętamy o ich właścicielach. Często zdarza się, że ostatnią namacalną pamiątką po tych, których już wśród nas nie ma są: stary obrus pachnący babcią, spracowany toporek, którym dziad ciosał drewno na gonty.

A zagadka? Dlaczego nikt, nawet etnografowie, którzy są w końcu detektywami przeszłości nie wiedzą jak w przeszłości wyglądał strój ludowy z terenu południowej Białostocczyzny? Czy dlatego, że nie zdążono go opisać, a może po prostu nie zdążył się ukształtować, bo jego miejsce zajął wszechobecny jeans?

EMK

   
   

PUSZCZYKOWE

WIEŚCI

* Wakacje z Puszczykiem

 

* Starzy i nowi przyjaciele "Puszczyka"

 

* Płazy uratowane

   

ABC

OBSERWATORA

PRZYRODY

   

* Po co komu dziupla

 

* Dalsze wieści z życia roślin lasu

 

* Dlaczego samce ptaków są piękniejsze

 

* Sąd nad kornikiem...

   

Z KUFERKA

BABUNI

   
* Stare jest piękne
   

LEGENDY,

GAWĘDY,

WIERSZE

   

* Legendy Lasu Ladzkiego

 

* Wiersze o przyrodzie

   

RUSZ GŁOWĄ

   

* Wakacyjny konkurs

   

Z GŁOWY MĄDREJ SOWY

   

PUSZCZYKOWA GALERIA

   

Napisz do Puszczyka

   

Księga Gości

   

Komentarze

   
 

Adres redakcji:

Białowieski Park Narodowy

Ośrodek Edukacji Przyrodniczej

17-230 Białowieża

Park Pałacowy 5

z dopiskiem "PUSZCZYK"

tel. (0 prefix 85) 68 12 756


Powrót do strony

Białowieskiego

Parku Narodowego

   

 


Białowieski  Park  Narodowy