NUMER 3

ZIMA - WIOSNA 2002


Być może kiedyś opowiadała Ci je babcia? Być może poznałeś je na lekcjach w szkole? Może nie znasz ich, choć na półce w zakurzonej książce, stoją i czekają, żebyś sięgnął po nie? - Białowieskie Legendy, Gawędy i Baśnie....... opowiadają o prze-dziwnych zdarzeniach, które przed wieloma laty miały miejsce we wsiach i lasach Puszczy Białowieskiej, o zwierzętach i cudownych leczniczych roślinach, które spotykano w puszczańskich ostępach, o grasujących w nich zbójach, o tym jak niegdyś w zgodzie żyli ludzie i zwierzęta.

Najciekawsze z tych legend spisał w książce ,,Białowieskie opowieści'' nauczyciel, historyk i dziennikarz - Mikołaj Hajduk.

Chcielibyśmy aby puszczańskie legendy, gawędy  i baśnie nie popadły w zapomnienie, dlatego będziemy prezentować je w naszej gazetce!

 

 Kiedyś szedł osocznik swym obrębem, bacznie się przyglądał i nasłuchiwał, czy przypadkiem jakiś złodziej drzew nie ścina, albo kłusownik nie dybie na życie leśnej zwierzyny. Przecież Puszcza to dobra stołowe inaczej mówiąc własność samego króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego - strzec jej trzeba jak źrenicy oka!

A było to w czasie, gdy wiosna niepostrzeżenie przechodziła w lato. Na polanach bujna trawa i rozmaite kwiecie sięgały człowiekowi po pas, a dookoła rozbrzmiewał tysiącgłosowy ptasi chór. Na skraju polany, na brzozie zawodziły pieśni drozdy śpiewaki, w poszyciu kręciły się zwinne zielenuszki. W pobliskiej gęstwinie młodziutkich świerków myszkowały i nawoływały drobniutkie mysikróliki. Przekrzykiwały się złociste wilgi. Nad polaną zawisł i dzwonił swym perlistym dzwonkiem skowronek. Z leśnej oddali nawoływała kukułka.

Naraz wśród tego rozgwaru do czujnego ucha osocznika trafił jakiś podejrzany odgłos. Stanął więc i nasłuchiwał: raptem gdzieś daleko w głębi obrębu ktoś niby gwizdnął. Po pewnym czasie doleciał drobny gwizd. W osoczniku zaczęło się budzić podejrzenie, że to jakiś złodziej daje umówiony znak swemu kompanowi. Pomyślał: „Może mi się uda zwabić i ująć rabusia?" Włożył palce do ust i również dźwięcznie gwizdnął. I tak oto zawiązało się w Puszczy dziwne przegwizdywanie: słyszy osocznik gwizd i sam daje taką odpowiedź.

Po pewnym czasie osocznik zauważył, że gwizd jakby się przybliżył. Więc za pień grubego świerka się ukrył, przygotował do strzału hakownicę, ale na każdy tajemniczy gwizd odpowiedzieć nie omieszkał. Naraz posłyszał, że gwizd całkiem z bliska dolatuje, niby z sąsiedniego gąszczu, co się przy dolince krzewił.

Wyjrzał osocznik zza pnia, a z gęstwiny wypełza olbrzymi wąż. Ślepiami wokół strzela błyskawice, a na głowie ma złotą koronę. Wytoczył na łączkę swe olbrzymie cielsko aż zachrzęściły na nim wielkie jak talerz łuski. Uniósł wysoko łeb, przenikliwie gwizdnął i nasłuchuje.

Na ten widok osocznik struchlał ze strachu. Zabiegały mu po plecach mrówki, a nastroszone włosy czapkę do góry uniosły. Jednak wycelował ze strzelby i nacisnął spust. Rozległ się strzał. Wąż wydał rozpaczliwy gwizd i z jego głowy stoczyła się złota korona. Osocznik drżącymi rękoma ponownie załadował strzelbę, wycelował i oddał strzał. Waż znów gwizdnął żałośnie i w jego źrenicach zgasły błyskawice. Rozgorączkowany osocznik założył do hakownicy trzeci ładunek i posłał go w węża. Ów skręcił w supeł swe olbrzymie ciało aż łuski zatrzeszczały i zaczął tarzać się po ziemi w śmiertelnych konwulsjach. A tam gdzie ciałem uderzył - iskry się sypały i zielony las się palił. Spostrzegł osocznik, że płomienie rozprzestrzeniają się i pełzną w jego kierunku. Rzucił się przeto do ucieczki. Nie czując zmęczenia biegł tak długo, aż się znalazł poza Puszczą na szerokim i gładkim polu. Wówczas dopiero ochłonął, odpoczął chwilę i powlókł się do domu.

Długo, bardzo długo omijał osocznik to straszne miejsce. Dopiero na początku zimy, gdy po ostrych przymrozkach czarna stopa na dobre się ustaliła, odważył się tam zajrzeć. Podszedł. Patrzy: ani gęstych młodników świerkowych, ani nawet tamtego grubego świerka, za którym wówczas znalazł schronienie i stamtąd do potwora strzelał. Dookoła sterczały jedynie zwęglone pnie, a po olbrzymim cielsku węża w ogóle nic nie pozostało.

     Minął jeden, drugi rok i Puszcza zabliźniła tę ranę. Tylko w legendzie przetrwała pamięć o dziwnym zdarzeniu.

Mikołaj Hajduk

   

* W Puszczyku na zimowo, a w przyrodzie wiosennie

PUSZCZYKOWE

WIEŚCI

* Konferencja z okazji urodzin

 

* Zimowe warsztaty

 

* Jak chroniono Puszczę Białowieską?

   

ABC

OBSERWATORA

PRZYRODY

   

* Zimowe zwyczaje zwierząt

* Z przyrodą na Ty

   

LEGENDY,

GAWĘDY,

WIERSZE

 
* Kącik literacki
 

Z GŁOWY MĄDREJ SOWY

   

PUSZCZYKOWA GALERIA

   

DODATEK DO GAZETKI

Konkurs wiedzy o Naszym Parku Narodowym - część I

   

Napisz do "Puszczyka"

   
 

Adres redakcji:

Białowieski Park Narodowy

Ośrodek Edukacji Przyrodniczej

17-230 Białowieża

Park Pałacowy 5

z dopiskiem "PUSZCZYK"

tel. (0 prefix 85) 68 12 756


Powrót do strony

Białowieskiego

Parku Narodowego

 

Witryna przygotowana ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej


Białowieski  Park  Narodowy