![]() |
|
NUMER 4 JESIEŃ 2002 |
|
|||||||||
|
W tym numerze “Puszczyka” pragniemy przybliżyć Wam postać, która mocno związana była z Puszczą Białowieską. Osoba ta wiele uczyniła dla ochrony naszej Puszczy. Jej imię nosi Ośrodek Edukacji Przyrodniczej BPN. Czy domyślacie się, o kim mowa? Mowa oczywiście o Profesorze Karpińskim. Profesor Jan Jerzy Karpiński oprócz pełnionej funkcji wieloletniego dyrektora Białowieskiego Parku Narodowego (w latach 1928-1952, z przerwą wojenną) był wspaniałym przyrodnikiem i obserwatorem przyrody. W szczególności interesowały go owady. O swoich pierwszych przygodach z tą grupą zwierząt pisał tak: “...Lubiłem podpatrywać ich życie, prowadzić ich hodowlę. Cóż, kiedy moi rodzice mieli wstręt do owadów, a każda próba założenia zbiorów bądź hodowli w domu kończyła się dla mnie niepomyślnie. Przyszłego leśnika-przyrodnika spotykały ciągłe zakazy znoszenia do domu “wstrętnego robactwa”. Zdobyte nieraz z wielkim trudem owady byłem zmuszony własnymi rękami wyrzucać przez okno. ... Pewnego dnia upatrzyłem sobie ustronny kącik w niszy za szafą i zacząłem gromadzić tam zbiory, wpinając do desek tylnej ścianki szafy zatrute i nakłute na szpilkę owady. Przez długi czas wszystko szło gładko. ... Pech chciał, że u wpiętych któregoś dnia za szafą kilku owadów pasikoników zaczął się rozkład wnętrzności w niewypatroszonych grubych odwłokach i zaczęło zalatywać stamtąd nieprzyjemnym zapachem. Mi to nie przeszkadzało lecz matka wyczuła fetor. ... moja kryjówka została zdemaskowana a cały zbiór owadów znalazł się na śmietniku. Wtedy zaciąłem się i oświadczyłem, że przestaję się uczyć. I tak zrobiłem ... Choć umiałem zawsze swoje lekcje na piątkę, pisałem klasówki i odpowiadałem nauczycielom tak, że dwóje sypały się jak z rogu obfitości. I ja, i rodzice mordowaliśmy się niepotrzebnie w ciągu całej jesieni i zimy. Wracam któregoś dnia na przedwiośniu z gimnazjum i zastaję matkę bardzo miło i tajemniczo uśmiechniętą ... Patrzę - a tu pysznią się na stole dwie oszklone gablotki, rozpinacz do motyli, terrarium i piękny atlas owadów. Oniemiałem z wrażenia. Matka zbliżyła się do mnie pocałowała mnie w czoło i rzekła:- zbieraj i hoduj sobie swoje owady. Popatrzyłem na nią i powiedziałem spokojnie: - Od dziś zaczynam się uczyć. Dotrzymaliśmy obopólnie słowa - ja odrobiłem złe stopnie, a rodzice nie bronili mi już zbierać i hodować owady.”(fragment zaczerpnięto z “Przyrody Polskiej”, Nr 9, 1964r.)
Wytrwałość w dążeniu do celu oraz bardzo ciężka praca pozwoliły Mu na zostanie wielkim uczonym. W chwilach wolnych od badań naukowych i pracy w biurze, Profesor Karpiński bardzo dużo chodził po lesie i fotografował utrwalając piękno Puszczy na tysiącach fotografii. Spisywał on również własne przygody, które spotkały go podczas tych leśnych wędrówek oraz legendy zasłyszane z ust mieszkańców Białowieży i Puszczy Białowieskiej. Oto jedna z nich, zaczerpnięta z książki pt. “Z puszcz i lasów”. OP
Było to już bardzo dawno. Puszcza dzieliła się wtedy na ostępy i uroczyska, bory i półborki, a za drogi starczały tropy żubrów, łosiowe i niedźwiedzie szlaki. A była ona nie dzisiejsza. Sosny, którym lat nikt nie liczył, dęby tysiącletnie, wiekowe klony, lipy olbrzymie - wszystko to rosło pospołu z młodszą bracią leśną na pożytek bartnikowi. (...)
W takim to borze pradawnym
ród Filimona miał niegdyś swoje barcie. Legenda puszczańska przechowała
wspomnienia o jednym z jego przodków - sławnym bartniku Bazylu. Znał się on
na puszczańskich pszczołach - “ślepiotkach” jak nikt na świecie. Hodował je
z miłością i przywiązaniem, “dział” 1) nowe barcie, stare
ochraniał pilnie i chytrze od wszelkiego bartnego zwierza, łakomej na czerw
pszczeli “żołny” 2) i natrętnych mrówek. Spleść nowe sznury z
łyka i konopi, sporządzić lipowe naczynie do miodu, czy wystrugać niecki -
nie było dla niego ani trudne, ani uciążliwe. Uczył wyrostków dębczaki pod
ogniskiem prażyć i wiązanie z nich do samobitni kręcić, starym udzielał rad
i wskazówek, zioła na przynętę pszczół rozdawał. Pamiętał on jeszcze
dawniejsze czasy; czego sam nie widział to przechowywał w pamięci z
opowiadań ojca i wiekowych dziadów. Gdy strudzony pracą zasypiał na ławie,
śniły mu się tury szerokorogie i ostrogrzywe, pręgowane tarpany, rosomaki
żarłoczne i chytre sobole 3).
Sniła
mu się puszcza stara - starodawna, jeszcze głębsza i jeszcze straszniejsza.
Wybrał się ów Bazyli z synem raz do boru tylko jemu wiadomymi ścieżkami, by kończyć rozpoczętą barć - opowiadał Filimon. Pod wieczór przybyli do smokowej sosny, nałupali łuczywa z pobliskiego “wyżaru” 4) i rozpalili ognisko. Do nocy posilali się i odpoczywali, krzątali się koło statków i narzędzi, znosili chrust i bierwiona do podtrzymania ognia. Leżąc już w półśnie na miękkich mchach, Bazyli posłyszał, jak w sośnie coś zagruchotało i drapać zaczęło. Z początku zdawało mu się, że to kuna do niewykończonej barci się dostała, ale chrobot był nie zwyczajny, Bazylemu nie znany. I przypomniał sobie, jak starzy bartnicy mawiali o “latającej wiewiórce” 5), co to zakrada się czasem do otwartej barci. Nigdy jej dotychczas nie widział. Skoczył na równe nogi. Chrobotanie w sośnie podnosiło się coraz wyżej, a gdy zadarł głowę do góry, ujrzał na tle nieba wyskakującego z dziury niewielkiego zwierzaka, za nim drugiego. Oba popłynęły w powietrzu w dół ku kępie podszycia świerkowego. Ogniste zwierzaki były podobne do małych, rogatych latawców. Niechybnie to były one - “latające wiewiórki”. Stał i wsłuchiwał się w ciszę nocy. Dolatywały go zewsząd szmery puszczy, sowy hukały po borze. Komary brzęczały natrętnie, czasem przeciągały łanie lub uciekały z fukaniem stada dzików. Podszedł do przygasłego ognia, siadł i zadumał się. - Znaczy, że w puszczy jest “latająca wiewiórka”, znaczy, ze zwierz nocny i dlatego w nocy nie łatwo go zobaczyć! Nie układał się już do snu. Na świtaniu wyrwało go z odrętwienia drapanie po grubej korze sosny: “latające wiewiórki” powracały do barci. Chwilę się wahał, potem podszedł do śpiącego syna, targną go za ramię i nakazał przygotować się do drogi. Nim słońce ukazało się nad brodami 6), wracali ku rzece. Bazyli postanowił ofiarować rozpoczętą barć na mieszkanie dla “latających wiewiórek”.
1) “Dziać” - drążyć barć. 2) “Żołną” nazywają w puszczy niewłaściwie czarnego dzięcioła; żołna, jeden z najpiękniejszych ptaków, jest ptakiem południa. 3) Tury, tarpany, rosomaki, sobole - zwierzęta u nas od dawna wytępione przez człowieka; tur - dziki byk - olbrzym leśny - oraz tarpan (koń) leśny zostały na świecie całkowicie wytępione. 4) “Wyżar” - opalone miejsce na pniu sosny, z którego bartnicy wyłupywali łuczywo. 5) Latająca wiewiórka - polatucha - ssak wielkości wiewiórki, z wierzchu szary, pod spodem biały, z fałdami skóry wokół ciała, umożliwiającymi ślizgowo - spadochronowy lot (u nas zaginęła ...) 6) Bród - miejsce przeprawy przez rzekę. |
||||||||||
|
|
||||||||||
|
|
PUSZCZYKOWE WIEŚCI |
|||||||||
|
* Letnie warsztaty przyrodnicze
|
||||||||||
|
|
ABC OBSERWATORA PRZYRODY |
|||||||||
|
* Dlaczego jesienią opadają liście
|
||||||||||
|
|
Z KUFERKA BABUNI |
|||||||||
|
*
Po co wieś
ustawiono w szeregu? |
||||||||||
|
|
LEGENDY, GAWĘDY, WIERSZE |
|||||||||
|
*
Przygoda
Profesora Karpińskiego
”Latające
wiewiórki” |
||||||||||
|
|
||||||||||
|
|
||||||||||
|
|
||||||||||
|
Adres redakcji: Białowieski Park Narodowy Ośrodek Edukacji Przyrodniczej 17-230 Białowieża Park Pałacowy 5 z dopiskiem "PUSZCZYK" tel. (0 prefix 85) 68 12 756 |
||||||||||
|
|
Witryna przygotowana ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej |
Białowieski Park Narodowy